Cześć!

Hal­lo­we­en nad­cho­dzi! Nie­któ­rzy wyci­na­ją dynie, inni bie­ga­ją po skle­pach w poszu­ki­wa­niu ide­al­ne­go stro­ju zom­bie, a eki­pa Brass Wil­low zamie­nia się w reży­se­rów pokro­ju Stan­leya Kubric­ka i przed­sta­wia Wam Hor­ro­ry Scru­ma, czy­li jak tego całe­go Scru­ma NIE robić.

  1. Scrum Master z pie­kła rodem

Scrum Master, któ­ry podej­mu­je decy­zje za zespół, nie poma­ga w roz­wią­zy­wa­niu pro­ble­mów, czy też zapra­sza bez zgo­dy zespo­łu mena­dże­ra na Retro­spek­cję Sprin­tu. Tacy Scrum Maste­rzy mogą spra­wić, że ludzie koja­rzą Scru­ma ze “złem koniecz­nym” i z pra­cą bar­dziej uciąż­li­wą niż w sta­rym, dobrym water­fal­lu.

  1. Scrum Master Duch

Skraj­ne prze­ci­wień­stwo Scrum Maste­ra z pie­kła rodem. Jest, ale jako­by go nie było. Z kon­cep­tu servant leader­ship wziął sobie do ser­ca tyl­ko servant. Pra­cu­je tyl­ko z Deve­lop­ment Teamem, ale pra­cę tę ogra­ni­cza do ucie­ka­nia do cie­nia i robie­nia nicze­go, bo prze­cież zespół jest samo­or­ga­ni­zu­ją­cy się i da sobie radę, praw­da?

  1.  Pro­duct Owner Bez Gło­wy!

Nie­obec­ny Pro­duct Owner — albo nie rozu­mie swo­jej roli, albo nie potra­fi jej łączyć z inny­mi obo­wiąz­ka­mi (np. PO i mene­dżer w jed­nej oso­bie). Odzwier­cie­dle­niem takiej sytu­acji jest stan Pro­duct Bac­klo­gu, w któ­rym bra­ku­je infor­ma­cji odno­śnie jego ele­men­tów, a Sprint Plan­ning trwa wiecz­ność, bo PO albo tra­ci czas na zorien­to­wa­nie się, o co cho­dzi, albo… go nie ma.

  1. Zom­bie Scrum

Prze­ży­li­śmy Kan­ba­na, prze­ży­je­my i Scru­ma.”, “To już czwar­te wdro­że­nia Scru­ma w naszej fir­mie. W tym dru­gie w tym roku!” Sły­sze­li­ście podob­ne stwier­dze­nia? Niby coś się zmie­nia (prze­waż­nie tyl­ko nazwy sta­no­wisk), ale tak napraw­dę wszyst­ko zosta­je po sta­re­mu. Ten symp­tom został poru­szo­ny przez Kate Ter­lec­ką w jej ostat­nim poście na Lin­ke­dIn Pul­se, odno­śnie mod­ne­go teraz tak zwa­ne­go “mode­lu Spo­ti­fy”: Zachę­ca­my do lek­tu­ry, zanim nazwie­cie zespo­ły “traj­ba­mi” i powo­ła­cie “czap­ter lida”.

  1. Scrum Tali­ban

Scrum Master ewan­ge­li­za­tor, Scrum Evan­ge­list, Agi­list, Scrum Master Dogma­tycz­ny. Przy­cho­dzi, puka do Two­ich drzwi i mówi, że to, co robi­li­ście całe swo­je zawo­do­we życie jest złe. W ręce trzy­ma książ­kę (“The Scrum Guide”) — jedy­ne źró­dło praw­dy. Powin­ni­ście znać ją na pamięć i się sto­so­wać.

Agi­le i Scrum to nie reli­gie. Mimo sku­pie­nia na war­to­ściach i zasa­dach, podej­ściu do pra­cy, są to nadal jedy­nie środ­ki do osią­gnię­cia celów biz­ne­so­wych fir­my. Scrum Master któ­re­go jedy­ną odpo­wie­dzią na wszyst­kie pyta­nia o Scru­ma jest “Bo w Scrum Guidzie jest tak napi­sa­ne” lub ewen­tu­al­nie “Scrum Guide nic o tym nie mówi” — to d..a nie Scrum Master.

W takich przy­pad­kach zachę­ca­my do wywie­zie­nia pacjen­ta na tacz­ce lub kon­tak­tu z nami.

 

  1. Klient minio­ne­go lata

Współ­pra­ca zapo­wia­da się bar­dzo obie­cu­ją­co — klient rozu­mie korzy­ści jakie daje zwin­ny roz­wój pro­duk­tu oraz jest otwar­ty na współ­pra­cę. Moment eufo­rii trwa do pierw­sze­go Sprint Review, gdzie nie­za­do­wo­le­nie i obu­rze­nie klien­ta spo­ty­ka się ze zdzi­wie­niem i dez­orien­ta­cją Zespo­łu Scru­mo­we­go. Kolej­ny klient, któ­re­mu zwin­ność pomy­li­ła się z szyb­ko­ścią, nie­ste­ty czę­sto kosz­mar softwa­re house’ów.

  1. Daily Stan­dup

Kla­sy­ka gatun­ku, niczym “Lśnie­nie” w histo­rii świa­to­we­go hor­ro­ru. Poziom adre­na­li­ny przed takim “stan­du­pem” jest taki, że kawy nie trze­ba. Czę­sto jest na nim obec­ny mena­dżer, a samo spo­tka­nie zwa­ne jest sta­tu­sem albo spo­wie­dzią. Wszy­scy muszą stać, bo nazwa spo­tka­nia zobo­wią­zu­je, a poza tym szyb­ciej idzie. Nie­waż­ne, że nie osią­ga­my celu spo­tka­nia, ale waż­ne, że się w cza­sie wyra­bia­my, mamy Scru­ma!

  1. Esti­ma­tes = deadli­ne

Tak, esty­ma­ty to naj­le­piej robić w godzi­nach, albo jesz­cze lepiej — esty­mo­wać w sto­ry poin­tach (bo prze­cież są w Scru­mie), a potem prze­li­czyć na godzi­ny, żeby się w Exce­lu zga­dza­ło. A na deser wycią­gać kon­se­kwen­cje od Zespo­łu Dewe­lo­per­skie­go, któ­ry nie zmie­ścił się w poda­nym cza­sie. No coż, w nie­któ­rych orga­ni­za­cjach cięż­ko jest zro­zu­mieć, że nawet głu­pi remont łazien­ki zawsze prze­kra­cza zakres, budżet i deadli­ne, a co dopie­ro roz­wój opro­gra­mo­wa­nia. Esty­mo­wa­nie w Scru­mie to narzę­dzie pomoc­ni­cze, a nie zakli­na­nie przy­szło­ści.

9. “Intro to Scrum in 10 minu­tes”

W orga­ni­za­cji zosta­ła pod­ję­ta decy­zja, że “idzie­my Scru­mem”. Zarząd wybie­ra mło­de­go, ambit­ne­go czło­wie­ka, któ­re­mu zamiast pod­wyż­ki daje zaszczyt­ne zada­nie “wdro­że­nia Scru­ma”. Budże­tu na szko­le­nia nie ma, więc Free On-line 100% quali­ty Scrum­He­ro­Cer­ti­fied zali­czo­ny, czło­wiek zaczy­na zabie­rać się do pra­cy.  W przy­pad­ku, gdy wybra­ny zosta­je ktoś, kto rozu­mie Scru­ma i mówi zarzą­do­wi o zmia­nie myśle­nia sły­szy “The min­dest was alre­ady deci­ded.”

  1. Impo­sed deadli­nes, sco­pe & bud­get 

Mamy ter­mi­ny, zakres i budżet, moż­na zaczy­nać pro­jekt! Wszyst­ko to, jest spi­sa­ne w cyro­gra­fie pod­pi­sa­nym krwią, a wywal­czo­ne­go bli­zną. Empi­ryzm? Trans­pa­ren­cja? Kto by się tym przej­mo­wał. 

 

  1. Dług tech­nicz­ny

Ten moment, kie­dy Twój sta­ry bie­rze kre­dyt, coś tam podłu­bie na szyb­ko i zwi­nie się na Kara­iby, a Ty zosta­jesz z prze­cie­ka­ją­cym zle­wem i komor­ni­kiem puka­ją­cym do drzwi.

Scrum nie jest wylew­ny w spra­wie jako­ści i prak­tyk inży­nier­skich. (I słusz­nie, bo jest tyl­ko fra­me­wor­kiem.) Wię­cej o dłu­gu tech­nicz­nym, jak zabić to zom­bie i cze­mu war­to pła­cić swo­je dłu­gi pisał Paweł Zającz­kow­ski.

  1. Demo zamiast Sprint Review

Demo to nie Sprint Review. Demo to jedy­nie ele­ment Sprint Review, raczej naj­krót­szy, a do tego nie zawsze zresz­tą. Celem Sprint Review jest zebra­nie feed­bac­ku od inte­re­sa­riu­szy, dys­ku­sja o war­to­ści Incre­men­tu i o dal­szych kro­kach. Pod­czas Prze­glą­du Sprin­tu aktu­ali­zu­je­my plan pro­jek­tu, spraw­dza­my zmia­ny w jego oto­cze­niu. Demo jest dobrym otwar­ciem do tych dys­ku­sji, ale jeśli Sprint Review = Demo, to nie rób­cie tego, szko­da cza­su.

 

  1. Ghost DoD

- Robi­cie Scru­ma? To pokaż­cie mi Wasze Defi­ni­tion of Done.

- Nie mamy, ale wszy­scy wie­my, co musi być zro­bio­ne.

Nie ma Defi­ni­tion of Done, nie ma Scru­ma. Ale nie tyl­ko o takie for­mal­no­ści cho­dzi. DoD to nie wish-lista czy check-lista, ale okre­śle­nie stan­dar­du jako­ści. Bez zapi­sa­ne­go stan­dar­du trud­no się go trzy­mać, a poka­zu­jąc Incre­ment pod­czas Sprint Review nikt nie może być do koń­ca pewien, co to wła­ści­wie zna­czy “Incre­ment” w tym przy­pad­ku.